„Umarłem wczoraj”
Niebieskie światło ekranu laptopa było jedynym oświetleniem w pokoju, rzucając długie cienie, które czepiały się kątów niczym stare wątpliwości. Przewijał niekończący się strumień algorytmicznej papki: puste uśmiechy sprzedające produkty, których nie potrzebował, przetworzone oburzenie na problemy, których nie mógł naprawić, i płytkie obietnice wyzwolenia, które podejrzanie wyglądały jak opłata za subskrypcję. Była to rzeka hałasu, w której tonął od lat. Cichym kliknięciem zamknął laptopa, pogrążając pokój w ciężkiej, wyczekującej ciemności. Miał niewiele ponad dwadzieścia lat, a cisza, która nastąpiła, wydawała się bardziej szczera niż cokolwiek, co ekran miał do zaoferowania. Od czego w ogóle zacząć? ...